|
Andrzej "Aga Bej" Firadza -- Bajka
politycznie (nie)poprawna
Ostrzeżenie dla tego co po te karty
ośmieli się sięgnąć, tu padną słowa twarde, ostre i co najgorsze,
absolutnie nie poprawne. Będzie się tu obrażać wszelkie możliwe
mniejszości i większości, seksualne, religijne narodowe etniczne i
jakie tylko zechcecie, a nawet (o zgrozo) pojawią się brzydkie
wyrazy (tfu!). Jeśli zatem nie masz w sobie dość sił aby ten najazd
niepoprawnego plugastwa wytrzymać to czym prędzej te stronice przecz
odrzuć. Jeśli jednak z tego ostrzeżenia nie skorzystasz i dalej w
ten labirynt niepoprawnych niegodziwości się zapuścisz, to wiedz, że
w nawiasach znajdziesz jedynie słuszne i poprawne tłumaczenia
wszystkich niegodziwych, obraźliwych, seksistowskich jakże
negatywnie nacechowanych terminów od których ta plugawa opowieść się
roi. Przygotowaliście się psychicznie i fizycznie?
Łyknęliście jakieś środki uspakajające? Przez ostatnie cztery
miesiące medytowaliście na szczycie Everestu? Przeszliście przez
szkołę przetrwania Kosmodrom Bajkonur S.A? Jeszcze raz dobrze się
zastanówcie czy jesteście gotowi na to co poniżej
znajdziecie? No dobra sami tego chcieliście, tylko
nie przysyłajcie mi potem żadnych pozwów, ani nie szczujcie mnie
prawnikami!! No to jedziemy z tym koksem (najwyższy
czas rozpocząć tę opowieść).
Działo się to
całkiem niedawno temu, w pewnym zadupiu (bardzo, bardzo małej
miejscowości) o nazwie Kozia Wólka. Zadupie owo mimo że było
zapomniane przez Boga i ludzi, mimo że psy w nim dupami szczekały
(zachowywały się nie do końca zgodnie ze swoja natura), było bardzo
dumne ze swojego istnienia na mapie nowoczesnej europy -- co zresztą
samo w sobie było cudem i faktycznym powodem do dumy że te cztery
chałupy (niezbyt dostatnie wiejskie zagrody) ktoś raczył zauważyć i
na mapie umieścił. Ale wszędzie nawet w Koziej Wólce znajdzie się
jakiś dokuczający wszystkim wrzód na tyłku (bardzo dokuczliwa narośl
w najmniej odpowiednim miejscu). W tym wypadku był to wioskowy
głupek (osoba nie całkiem przystosowana do życia w wiejskim
społeczeństwie). Jak na wioskowego głupka przystało nazywał się Jaś.
Jaś, jak to Jaś, ciągle wpadał na debilne (nie do końca przemyślane)
pomysły. A to urządził popijawę przy ognisku (grill party) w stodole
pełnej siana, a to zużył całoroczny zapas sznurka do snopowiązałki
żeby zbudować kolejkę linową na Łysą Górę, co by spowodowało napływ
turystów. Jednak nikt nie potrafił docenić pomysłowości Jasia i za
każdym razem kiedy coś wyleciało w powietrze albo znowu pół wsi --
dwie chałupy poszły z dymem biedny Jaś obrywał solidną porcję
bluzgów i batów (był poddawany konstruktywnej krytyce) od wszystkich
chłopów (farmerów). Ale to nie było dla Jasia
najgorsze. Najgorsze było to że wszyscy nazywali go debilem (osobą
której współczynnik inteligencji jest nieco mniejszy niż jest to
ogólnie przyjęte). Nie cierpiał tego, przecież starał się ze
wszystkich sił, żeby wieś rosła w silę i dostatek i żeby stała się
drugim Czernobylem -- a może to była Japonia -- nieważne, Jaś się
starał i jaka nagroda go spotykała? Mógł się cieszyć jeśli ludzie
byli w dobrym nastroju i po sakramentalnym "spierdalaj debilu"
(powinnaś wziąć pod uwagę opuszczenie tego miejsca osobo o nieco
obniżonym współczynniku inteligencji) dawali mu tylko kopa w dupę
(używali przemocy fizycznej w okolicach kości ogonowej). W końcu Jaś
miał dosyć tego skurwysyństwa (termin politycznie absolutnie
niemożliwy do przetłumaczenia) i postanowił ruszyć w świat daleki,
by znaleźć jakieś miejsce gdzie go nikt nie nazwie debilem. I tak
głupi (myślący inaczej) Jasiu ruszył w świat. No może nie od razu
gdyż najpierw zdecydował się zasięgnąć rady miejscowej dyplomowanej
czarownicy (bio--energo--terapeutki). Ta po zdarciu z Jasia
oszczędności całego życia (nieco przeceniwszy swoje usługi) i
ugotowaniu wywaru z trzech żab, psa, wątroby zająca i stu
pięćdziesięciu pięciu pająków (dzieci nie próbujcie tego w domu) i
po półtora godzinnej konferencji z duchami, powiedziała Jasiowi ze
musi wyjść jakieś trzy kilometry za wieś i tam znajdzie dalsze
wskazówki które poprowadzą go ku drodze ku szczęściu. I faktycznie
tępy (niezbyt rozgarnięty) Jasiu znalazł tam drogowskaz. I w tym
momencie zimny pot wystąpił mu na twarzy, lodowate przerażenie
postawiło mu dęba wszystkie trzy włosy na głowie, a jego serce
zamieniło się w jedną wielką bryłę lodu. I co najgorsze nie była to
reakcja na nadejście od dawna zapowiadanej epoki lodowcowej -- wiem,
wiem to powinien być efekt cieplarniany, ale nie czepiajcie się
zupełnie nieistotnych drobiazgów. Tak więc (ministerstwo edukacji i
oświecenia publicznego przestrzega -- nie zaczyna się zdania od tak
więc) wcale nie była to reakcja na epokę lodowcową o nie po trzykroć
nie. Tę jakże skomplikowaną i genialnie opisaną przez jakże
skromnego autora reakcję emocjonalną wywołało to co było napisane na
drogowskazie. A było tam napisane -- tu dłuższa przerwa dla wywołania
odpowiedniego w tej jakże dramatycznej chwili napięcia
PCIM DOLNY -- 40 km
Nie dziwcie się przerażeniu Jasia,
który może był kretynem (człowiekiem nie do końca umiejącym się
przystosować do zaistniałej sytuacji) ale nie aż takim żeby nie
wiedzieć co ta nazwa oznacza i żeby na jej widok nie zaczęły spływać
mu po plecach wielkie krople potu, on sam nie zaczął drżeć jak
osika, a jego ręce -- no dobra mógłbym tak pieprzyć (pisać nie do
końca na temat) przez następne pięć stron, ale mnie już się totalnie
nie chce a was już szlag trafia (doznajecie pewnej irytacji) kiedy
ten facet przestanie chrzanić (pisać nie na temat) i przejdzie do
rzeczy. No więc (ministerstwo edukacji i oświecenia publicznego
ponownie ostrzega, że nie zaczyna się zdania od więc) Jasiu
doskonale zdawał sobie sprawę że Pcim Dolny to siedziba najgorszego
zepsucia i rozpusty na wschód o dalekiego i olbrzymiego Radzymina.
Sodoma i Gomora -- kpina, Rzym i Babilon -- wolne żarty, te
miejscowości nawet nie umywały się do wielkiego miasta Pcimia z jego
obrzydliwym kinem, gdzie raz na pół roku puszczano cale dwa pornole
(filmy o zabarwieniu erotycznym) i jego dwoma otwartymi 24 godziny
na dobę burdelami (agencjami towarzyskimi) i gdzie mieszkańcy i
kierowcy Tirów zażywali wszelkich plugawych i wszetecznych rozrywek.
Sami rozumiecie przerażenie biednego Jasia, kiedy ten zobaczył, że
los kieruje go wprost ku gniazdu wszelkiego plugastwa. Ale wkrótce --
po jakiś dwóch dniach, Jaś przezwyciężył swój strach i ruszył ku
przeznaczeniu. Szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł
i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i
szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i
szedł i szedł i szedł i szedł i szedł i ......... jeszcze kawałek
się przeszedł -- tak dla urozmaicenia. Aż w końcu poczuł się
zmęczony, spragniony i głodny -- a może spragniony, zmęczony i
głodny. Traf chciał, że zatrzymał się przed gospodą o intrygującej,
lecz nic Jasiowi nie mówiącej nazwie Mc Icek™. Wszedł do środka,
gdzie zaraz zainteresował się nim wścibski (wykazujący niezwykle
daleko posuniętą dbałość o klienta) gospodarz Żyd. -- Aj waj któż
to odwiedził moje skromne progi skromnego Żyda, czego szanowna osoba
sobie życzy, czy wiele złota szanowna osoba ma w sakiewce?
Jasiu jako że był głupi (nie do końca obyty w
świecie) powiedział że jest bez grosza przy duszy. Na te słowa
gospodarz jakby tu powiedzieć, się wściekł (skorygował swoje
nastawienie o jakieś 180 stopni) i korzystając z przebogatego
arsenału wyzwisk i bluzgów (wyrażeń wybitnie nacechowanych
negatywnie) zaczął mieszać Jasia z błotem (stosował wobec niego
szereg wartościujących, negatywnie nacechowanych, określeń) i w
końcu z pomocą dwóch przepakowanych osiłków (bardzo sprawnych
fizycznie) którzy byli bramkarzami (panami odpowiedzialnymi za ład i
porządek) w tej obskurnej i śmierdzącej knajpie (niezbyt zadbanym
lokalu gastronomicznym), którzy zadbali by Jasiu wyleciał z lokalu
na zbitą mordę (doznał pewnych niewielkich obrażeń w okolicach
twarzy). Biedny Jaś leżał tak dokładnie wdeptany w błoto przez
jakieś pół godziny dopóki nie poczuł na sobie czyjegoś wzroku. No
może nie tyle na swojej osobie jako takiej -- w końcu kto by się
przejmował wdeptanym w błoto wiejskim jełopem (ministerstwo do spraw
ochrony mniejszości rasowych narodowych i seksualnych ostrzega --
propagowanie takich postaw jest absolutnie nie dopuszczalne) ile na
swoim bolejącym tyłku ciągłe czującym ciężki podbity ćwiekami but
ochroniarza. -- Ładny, bardzo ładny i jaki przystojny --
powiedział jakiś głos a potem jakaś dłoń wyciągnęła go z
błota. Kiedy Jasiu zobaczył wreszcie twarz swego
wybawiciela. No może niekoniecznie twarz ile raczej warstwę szminki,
różu i pudru która była jeszcze grubsza niż warstwa błota
pokrywająca Jasia. Gdyby Jasiu był choć minimalnie mądrzejszy
aniżeli był, wiedziałby że ma do czynienia z autentycznym pedałem
(kochającym inaczej), którego lepiej unikać jak ognia. Ale że był
głupi (myślący inaczej) jak but od lewej nogi zrobił najgorszą rzecz
jaka mógł w tym momencie. Otóż uśmiechnął się do wypudrowanego i
uszminkowanego faceta(???). Pedał (gej) też się uśmiechnął obleśnie
(krótki konkurs jak politycznie poprawnie opisać słowo obleśny --
zwycięzca wygrywa dwuosobowy bilet do Korei Północnej w jedną
stronę) a potem powiedział: -- Cześć przystojniaku, chcesz trochę
zarobić, zmyć to całe błoto z pod którego wyłoni się całkiem ładny
chłopczyk i w ogóle? Jeśli pójdziesz ze mną na górę to dam ci
garniec złota. Jasiu nie mógł się nadziwić -- ktoś go
wreszcie tak miło potraktował i to całkowicie bezinteresownie
i.......
*********** PRZERWA NA REKLAMĘ
***********
SEKTA NAJWYŻSZA PRAWDA I
ZARZĄD TOKIJSIEGO METRA Z DUMĄ PREZENTUJĄ NANOWSZEJ GENERACJI NAPÓJ
GAZOWANY "SARIN". JUŻ MALENKI HAUST PO PROSTU ZWALI CIĘ Z
NÓG.
ZAKŁADY ŁUCZNIK OGŁASZAJĄ WIELKĄ
WYPRZEDAŻ NAJNOWSZYCH GENERACJI MASZYN DO SZYCIA. ZACHOWANO
TRADYCYJNĄ NIEZAWODNOŚĆ POPRZEDNICH MODELI, CO UMOŻLIWIŁO UPRAWIANIE
SUBTELNEJ SZTUKI KRAWIECKIEJ OD MROŹNYCH KRAŃCÓW SYBERII, PRZEZ
PIASKI IRAKU, SYRII I LIBI, PO DŻUNGLE KUBY I WIETNAMU. GWARANTOWANA
MOZLIWOŚĆ SZYCIA W TRZECH TRYBACH - POJEDYNCZYM, PÓŁATOMATYCZNYM
(SERIAMI PO TRZY ŚCIEGI) I FULL AUTO DZIĘKI KTÓREMU BĘDZIESZ MÓGŁ
SZYĆ Z OGROMNĄ SZYBKOŚCIĄ. DZIĘKI SPECJALNEJ 30 MM NAKŁADCE BĘDZIESZ
MÓGŁ WZNIEŚĆ SZTUKĘ KRAWIECKĄ NA ZUPEŁNIE NOWY IŚCIE PIEKIELNY
POZIOM, A ZWIĘKSZENIE ILOŚCI SZPULEK NICI W MAGAZYNKU SPRAWI ŻE
BĘDZIESZ MÓGŁ SZYĆ, SZYĆ I SZYĆ. NIE DAJ SIĘ OMAMIĆ TANIM CHIŃSKIM
PODRÓBKOM. TYLKO ORGINALNA POLSKA MASZYNA DO SZYCIA MARKI ŁUCZNIK DA
CI PEŁNĄ GWARANCJĘ I
SATYSFAKCJĘ.
POŁĄCZONE ZAKŁADY Z
ROZWELL I SPECJALNA STREFA BADAŃ METEO NR 51 OGŁASZAJĄ WYPUSZCZENIE
NA RYNEK NOWYCH MODELI BALONÓW METEOROLOGICZNYCH. TO JEST TO, NA CO
MILIONY MIŁOŚNIKÓW METEOROLOGII NA CAŁYM SWIECIE CZEKAŁO Z WIELKĄ
NIECIERPLIWOSCIA. NIESTETY ZARZĄD STREFY 51 ZASTRZEGŁ ŻE W PIERSZEJ
KOLEJNOŚCI BĘDĄ REALIZOWANE ZAMÓWIENIA RZĄDOWE, KTÓRYCH REALIZACJA
POTRWA JAKIEŚ KILKANAŚCIE LAT. POZOSTAJE DALEJ CIERPLIWIE
CZEKAĆ.
*********** KONIEC REKLAMY
***********
................i Jasiu się zgodził. Wspięli się
razem z pedziem (kochającym inaczej) na piętro jednej z chałup
(ubogiej zagrody wiejskiej). Pedziu (kochający inaczej) pomógł
Jasiowi zdjąć ubranie potem wziął się do mycia i (fragment wycięty
na podstawie paragrafu 44 podpunkt 1, 2 i 3 o prewencyjnym
zwalczaniu seksizmu, rasizmu, faszyzmu i trockizmu w mediach). Kiedy
Jasiu schodził ze schodów nie wiedzieć czemu strasznie go bolał
tyłek ale z drugiej strony przyjemnie mu ciążył garniec złota dany
mu przez tego miłego pana. I postanowił pójść do Mc Icka coś zjeść.
I tak zrobił. Właściciel w pierwszym jak najbardziej prawidłowym
odruchu wezwał ochronę aby przepędziła tego oberwańca (człowieka o
odmiennej estetyce ubierania się) kiedy jednak zauważył Jasiowy
garniec ze złotem i znów jasny uśmiech wrócił na jego twarz. --
Aj waj witam wielmożnego pana, mam nadzieję że nie chowa, jaśnie
wielmożny pan, do mnie urazy za to naprawdę niewielkie
nieporozumienie którego pan tak niesłusznie padł
ofiarą. Jasiu jako ze był głupi (myślący inaczej)
głodny i że ciągle go jeszcze bolał tyłek jakoś zapomniał że został
w tym lokalu zbluzgany (zastosowano wobec niego przemoc werbalna),
że obito mu pysk (zastosowano bezpośrednia przemoc fizyczną) i
wywalono go na zbity pysk (usunięto go z lokalu w trybie pilnym) i
potwierdził ze nie żywi wobec gospodarza żadnych złych uczuć. Aj waj
odrzekł żyd i bardzo dobrze bo ja mieć, do jaśnie wielmożnego pana
interes. "Stres", odkrzyknął Jaś, "ja nie chce stresu, ja uciekam
przez stresem" . Żyd na taką odpowiedź wiedząc że ma do czynienia z
ewidentnym kretynem (człowiekiem który ma niewielkie trudności z
zrozumieniem co bardziej skomplikowanych pojęć) już się zastanawiał
czy jednak nie kazać Jasiowi zdrowo przypierdolić (rozwiązać problem
za pomocą użycia brutalnej siły) ale chciwość (nieco wybujała chęć
posiadania nadwyżek środków materialnych) zwyciężyła i żyd z tym
większym zapałem zaczął tłumaczyć co to jest interes i dlaczego
Jasia spotkało tak wielkie szczęście że mógł w nim uczestniczyć.
Pewnie by się to skończyło na tym, że Jasiu by wyszedł z Mc Icka bez
grosza przy duszy ale z pewnymi jakże obiecującymi obligacjami
jakiegoś południowo amerykańskiego rządu który właśnie doszedł do
władzy, ale w samym środku rozmowy do baru wpadła jakaś wymachująca
kałachami banda rewolucyjnych, fanatycznych narwańców (ludzi głęboko
wierzących w sens i zwycięstwo rewolucji). Najpierw wystrzelali
połowę gości (użyli trybu doraźnego wobec potencjalnych wrogów
rewolucji) potem ich przywódca wydukał (niezbyt dokładnie odczytał)
z kartki jakieś bezsensowne brednie (odezwę poruszającą kluczowe
problemy polityczne, społeczne i ekonomiczne i proponującą pewne
nadzwyczajne i radykalne środki w celu ich rozwiązania). Potem
podszedł do stolika gdzie żyd i Jasiu się naradzali poczym zabił
żyda na śmierć bełkocząc (wypowiadając się nie do końca zrozumiale)
coś o żydo--masońsko--komunistyczno--faszystowskim spisku dążącym do
zatrzymania koła dziejów i powstrzymania bezwarunkowego i
ostatecznego zwycięstwa rewolucji. Potem zaczął celować w Jasia
krzycząc że jest sługusem żydo -- amerykańkiego kapitału (insynuował
jakoby Jasiu miał jakieś powiązania z bogatymi amerykanami
żydowskiego pochodzenia). Ale w ostateczności niewielki mózg Jasia
nie wylądował na przeciwległej ścianie karczmy (aktowi rewolucyjnej
sprawiedliwości nie stało się zadość), bo do karczmy wpadła kolejna
też wymachująca kałachami banda dla odmiany fundamentalistów (ludzi
którzy by chcieli wszystkich podporządkować normom określonej
religii) też zresztą fanatycy (też gotowi oddać wszystko dla dobra
swojej sprawy). No może nie cała banda bo najpierw wpadł a właściwie
wleciał wspomożony kopniakiem (intensywną zewnętrzną i niezależną od
jego woli i samopoczucia zewnętrzną siłą) wleciał z całą
subtelnością armatniej kuli fanatyk (człowiek bezkrytycznie wierzący
w swoje ideały) sztuk jeden, cały, niczym choinka na Boże
Narodzenie, obwieszony dynamitem z detonatorem w ręku wrzeszcząc
niczym świr na odżywkach (niczym człowiek dotknięty nieszczęściem
choroby psychicznej będący pod pewnym wpływem środków
psychotropowych). Pozostali przy życiu goście i rewolucjoniści
zaczęli ramię przy ramieniu spierdalać ile sił z karczmy (uznali że
w zaistniałej sytuacji szybkie opuszczenie tego pomieszczenia nie
będzie wcale takim głupim pomysłem i zaczęli realizować to
zamierzenie w trybie natychmiastowym). Jako ze Jasiu jak zwykle miał
poważne problemy z analizą łańcucha przyczynowo skutkowego -- ale
obrzydliwie politycznie i poprawnie to zabrzmiało ale cóż nikt nie
jest doskonały i dlatego autor z pokorą prosi o wybaczenie przez
tych wszystkich obrzydliwych (pięknych inaczej) zaślinionych
(obficie wydzielających ślinę) i zboczonych (mających odmienne
podejście do moralności) maniaków (ludzi oddanych nieokreślonej
idei) którzy dotrwali aż do tutaj i liczą na więcej -- i nagle
spostrzegł ze oprócz najnowszego obwieszonego dynamitem gościa jest
w karczmie zupełnie sam. Ale ta idylla nie mogła trwać wiecznie,
fanatyk najwyraźniej mocno wkurwiony (bardzo mocno zirytowany) taką
reakcją tych którzy mieli być światkami jego największej i zarazem
jedynej akcji bojowej i .............
*********** PRZERWA NA REKLAMĘ
***********
ROSYJSKA SIEĆ OŚRODKÓW PRZYMUSOWEGO
WYPOCZYNKU GUŁ'ag OGŁASZA NABÓR NA SEZON WYPOCZYNKOWY 1999 - 2010.
NASZE WIELOLETNIE TRADYCJE W ZAKRESIE ORGANIZACJI WYPOCZYNKU NA
ŚWIEŻYM POWIETRZU NIE MAJĄ SOBIE RÓWNYCH. ZAPEWNIAMY - CAŁKOWICIE
DARMOWY DOJAZD KOLEJĄ, DARMOWY CODZIENNY POSIŁEK, JAKŻE KRZEPIĄCY PO
CAŁODZIENNYM WYPOCZYNKU I DUŻO, DUUUUUUŻO, RUCHU NA ŚWIEŻYM, MROŹNYM
POWIETRZU. JESZCZE DZIŚ ZGŁOŚ SIĘ DO NASZEGO GŁÓWNEGO
PRZEDSTAWICIELSTWA NA ŁUBIAŃCE, A OTRZYMASZ W PREZENCIE ORYGINALNĄ
WATOWANĄ KURTKĘ. TAKIEJ OKAZJI PO PROSTU NIE MOŻESZ PRZEGAPIĆ.
*********** I PO REKLAMIE
***********
...........odpalił detonator. Teraz zgodnie z
prawami hollywoodzkiej szkoły powinno nastąpić trzy razy głośne bib,
bib, bib i wielkie buuuum, ale ponieważ autor miał dobry humor i że
jeszcze chce pomęczyć potencjalnych czytelników płodami swego
radosnego geniuszu, dlatego zamiast radosnego bib, bib, bib, wszyscy
obecni w karczmie - czyli Jasiu i fanatyk usłyszeli jedynie bezsilne
klik, klik. Fanatyk najwyraźniej ciężko zdziwiony że wciąż znajduje
się na tym padole łez zamiast polecieć wprost na łono miłościwego
Allaha zaczął pospiesznie sprawdzać połączenia kabli z dynamitem i
detonatorem. Biedak nie mógł dostrzec że detonator jest ozdobiony
niepozornym napisem MADE IN TAIWAN co wyjaśniałoby prozaiczny fakt,
że urządzenie było totalnie spieprzone (wykazywało spore
nieprawidłowości w swoim funkcjonowaniu). Niestety nasz wojownik o
wielką, świętą i jedynie słuszną sprawę nigdy nie miał się
dowiedzieć, że jego zbawienie przepadło bo szef operacji pożałował
kasy na sprzęt jednorazowego użytku. Przeszkodziła mu w tym banda
skinów o inteligencji niewiele mniejszej niż ich baseballowe kije,
która przyszła dla radochy spalić żydowska karczmę - najlepiej z
razem z żydem w środku, ale z braku żyda arab tez się nadał. Pewnie
przy okazji nie mieli by nic przeciwko wycięciu zgniłej narośli na
zdrowym ciele narodu - czytaj Jasia. Ale jako że głupi (inteligentny
inaczej) ma zawsze szczęście, Jaś zdołał się wyczołgać niezauważony
z karczmy na dokładnie 45 koma 3 sekundy zanim nie wyleciała w
powietrze -- cóż glanowanie gościa obwieszonego dynamitem było
cholernie głupim (niezbyt przemyślanym) i ostatnim pomysłem w ich
niezbyt krótkim ale pełnym wrażeń życiu. Ale Jasiu nie musiał sobie
łamać głowy tak skomplikowanymi przemyśleniami bo zaledwie kilka
minut drogi od wielkiej dziury w ziemi która tak niedawno była
świetnie prosperującą karczmą, znalazł przystanek autobusowy razem z
autobusem sztuk jeden który zmierzał wprost do Pcimia. Co prawda
wehikuł ten przypominał bardziej skrzyżowanie parowozu z ruskim
czołgiem, niż przeciętny autobus, zaś oplatające go kilometry taśmy
klejącej i sznurka, kłęby dymu ciągle wydobywające się spod maski
oraz fakt że co raz wysypywały się spod niego różne śrubki,
wskazywały ze pojazd jest dogorywającym wrakiem (maszyną o
nienajlepszym stanie technicznym) podobnie zresztą jak jej pijany w
cztery dupy kierowca (człowiek młody duchem który zdecydowanie
nadużył alkoholu). Po półgodzinnym rozruchu grat (bardzo stara i
wysłużona maszyna) z grubsza przypominający autobus łaskawie ruszył
i z zapierająca dech w piersiach szybkością 20 kilometrów na godzinę
powlókł się w stronę Pcima. Ale ponieważ autor jest człowiekiem
wyjątkowo wrednym i złośliwym (jest jednostką aspołeczną i lubiącą
wpływać negatywnie na innych ludzi) ta sielanka nie mogła trwać
długo. I nie trwała, albowiem na drodze akurat trwała zorganizowana
przez rolników blokada. A wśród lasu rohatyn, cepów, kos ustawionych
na sztorc i innych narzędzi służących do robienia bliźnim krzywdy,
wspomaganym licznie reprezentowanymi ciągnikami marki Ursus i
kombajnami Bizon, wyróżniała się jedna postać w czerwonym kubraczku.
Kierowca po panicznym trwającym półtora kilometra hamowaniu, i
długich modlitwach do przenajświętszej jasnogórskiej panienki wśród
pisku zarzynanych hamulców i kłębów pary autobus zatrzymał się.
Kierowca który już prawie zdążył wytrzeźwieć zaczął bluzgać na
blokujących drogę rolników a ci odpowiedzieli jeszcze gorszymi
bluzgami (wywiązała się konstruktywna wymiana zdań). A że i
pasażerowie dołączyli do tej wymiany zdań, które powietrze stało
gęste od takich określeń jak "ty skurwysynu" (wypominano sobie
pochodzenie od strony matki), ty synu niedojebanego kozła
(wypominano sobie pochodzenie od strony ojca), ty wnuku glisty i
jaszczurki (wypominano sobie pochodzenie od strony dziadów) oraz ty
wiejski kmiocie i ty miejski małpiszonie (wypominano sobie
pochodzenie ze względu na miejsce zamieszkania). Nic dziwnego że
wkrótce atmosfera zaczęła przypominać to czym oddychamy w mieście
każdego popołudnia kiedy korki ostatecznie i nieodwołalnie
paraliżują wszystkie ulice. Szczególnie utalentowaną osobą w tym
pojedynku okazała się kierująca rolnikami dziewczyna od stóp do głów
przyobleczona w czerwień, przy której wysiadało nawet słownictwo
przeciętnego kibica WKS ŚLĄSK. I kiedy bitwa na słowa zaczęła
przekształcać w normalne mordobicie (kiedy oponenci zaczęli
przechodzić od słów do czynów), nagle właśnie ona zawołała Jasia,
który miał już dostać w zęby (doznać urazu w okolicach szczęki) od
jednego z chłopów. Jednak interwencja Marysi -- gdyż właśnie tak się
nazywała owa dziewczyna -- uratowała Jasiowie zęby i wyprowadziła go
z czegoś co było całkiem ładnie zapowiadającym się początkiem
całkiem przyzwoitej wojenki. Przez cały czas biedził się biedaczek
trudził się dlaczego ta młoda dama otoczona tyloma rosłymi i
cholernie przepakowanymi chłopami (niezwykle sprawnymi fizycznie
farmerami), zainteresowała się jego skromną osobą. Ale kiedy
oddalili się od bitewnego zgiełku - czytaj od czasu kiedy wieśniacy
(osoby pochodzące ze wsi) prawie już skończyli dawać w pierdol
(używać szczególnie brutalnej odmiany przemocy fizycznej) miastowym
(osobom pochodzącym z miasta) - wszystko się wyjaśniło. Małgosia
otóż była nikim innym jak pochodzącym z jego wsi małym czerwonym
kapturkiem który w wieku lat siedmiu podjął nieudaną próbę otrucia
babci, w celu wysiudania jej z kasy (pozbawienia jej określonych
korzyści majątkowych). Życie babci uratowało jedynie poświęcenie
zaprzyjaźnionego wilkołaka który przebrawszy się za tę zramolałą
babę (kobietę młodą duchem, choć już niezbyt sprawną fizycznie) sam
zjadł zawartość koszyka, przez co odwalił kitę (poniósł śmierć na
miejscu). Czerwony kapturek wobec takiego obrotu sprawy zdecydował
się spierniczać ile tylko sił w nogach (planowo wycofywała się na z
góry upatrzone pozycje), po drodze załatwiając jeszcze po drodze
odział pościgowy w postaci leśniczego i psa. I teraz odnalazła się,
zadziwiająco piękna i wyciągająca Jasia w stronę okolicznego lasu. I
ciągle mówiła cos w stylu "o rany aleś ty wyrósł" albo "ależ ty masz
mięśnie" lub "no to teraz musi być z ciebie niezły byczek" i co
ciekawe za każdym takim stwierdzeniem odpinała mu jakiś guzik lub
zamek. I kiedy już w końcu doszli do lasu (fragment wycięty na
podstawie paragrafu 44 podpunkt 1, 2, i 3 o prewencyjnym zwalczaniu
rasizmu, seksizmu, faszyzmu i trockizmu). I kiedy w końcu już wyszli
z lasu, Małgosia stwierdziła ze był niesamowity zaś Jasiu już czuł
się zupełnie innym człowiekiem. Okazało się że może i jest kretynem
(sprawnym inaczej) ale w dziedzinie której okazał tak nadspodziewany
talent nie ma to najmniejszego znaczenia. Wkrótce został wice szefem
w kierowanym przez Małgosię gangu (dość sporej grupie przestępczej,
lubiącej stosować przemoc), a każdy kto kwestionował jego pozycję
szybko po zastosowaniu odpowiedniej i wcale nie wymagającej
intelektu łagodnej perswazji - czytaj po solidnym kopie w dupę
(poważnym użyciu przemocy fizycznej), przyjmował jego przywództwo. I
tak dzieląc czas między kolejne rabunki (redystrybucji dóbr
materialnych) i Małgosię żył długo i szczęśliwie - dopóki autorowi
znowu nie odbije szajba (dopóki znowu nie nastąpi poważne zaburzenie
w psychice autora) i nie zechce napisać kolejnej bajki politycznie
(nie)poprawnej.
NAPISANE ROKU
PAŃSKIEGO TYSIĄC DZIEWIĘCET DZIEWIĘDZIESIĄTYM DZIEWIĄTYM W MIESIACU
LIPCU PO PRZESPANIU TRZECH Z CZTERECH ZAPLANOWANYCH NA TEN ROK
KOŃCÓW ŚWIATA PRZEZ NIEJAKIEGO AGA BEJA - ZNANEGO TEŻ W NIEKTÓRYCH
KRĘGACH JAKO ANDRZEJ FIRADZA
PODZIĘKOWANIA :
WSZYSTKIM TYM KTÓRZY ORGANIZOWALI MOJA SESJĘ, DZIĘKI CZEMU PO
PRZEPALENIU KILKU ZUPEŁNIE ZBĘDNYCH POŁĄCZEŃ MIĘDZY NEURONAMI MÓJ
UMYSŁ BYŁ W STANIE WYDUŚIĆ Z SIEBIE TO RADOSNE DZIEŁO. WROCŁAWSKIEMU
FANDOMOWI ANIME (HMMM NA PEWNO? JAK WŁAŚCIWIE SIĘ NAZYWA TA BANDA
RADOSNYCH OGLĄDACZY JAPOŃSKICH PORNOGRAFICZNYCH I AMORALNYCH
KRESKÓWEK Z KTÓRYMI PIJĘ I TARZAM SIĘ W KIŚIELU JUŻ OD DWÓCH
MIESIĘCY??????) A ZWŁASZCZA MIRAI KTÓRA POPRAWIŁA (MAM NADZIEJĘ)
WSZYSKIE BŁENDY - MOJE NAJSERDECZNIEJSZE KONDOLENCJE, A TAKŻE
NIEJAKIEMU TROCKIŚCIE HEBI SANowi KTÓRY NIESWIADOMIE PODSUNĄŁ MI
POMYSŁ WYKORZYSTANIA CZERWONEGO KAPTURKA. I DYŻURNEMU
POCIESZYCIELOWI FANDOMU BOLIDOWI KTÓRY MNIE INSPIROWAŁ DO NIEJEDNEGO
KONCERTU SKRZYPCOWEGO. I WKOŃCU SKŁADAM PODZIĘKOPWANIA SAMEMU SOBIE
ZA SWÓJ GENIUSZ KTÓRY POZWOLIŁ STWORZYĆ TO RADOSNE I WIEKOPOMNE
DZIEŁO - ACH TA MOJA SKROMNOŚĆ I WSZYSKIM TYM KTÓRZY DOBROWOLNIE
ALBO POD PRZYMUSEM POMOGLI MI SWORZYC TO DZIEŁO - ALBO PRZYNAJMNIEJ
ZBYTNIO NIE PRZESZKADZALI WSZELKIE OBRAŻANE TU MNIEJSZOSCI I
WIEKSZOŚCI, RELIGIJNE ETNICZNE I SEKSUALNE A TAKŻE POSTACIE ZNALAZŁY
SIĘ TU BEZ ICH ZGODY, ALE TEŻ PRZY BRAKU WYRAŹNEGO ZAKAZU. WSZYSTKIE
MNIEJSZOŚCI I WIĘKSZOŚCI KTÓRE NIE ZNALAZLY SIĘ W TEJ OPOWIEŚCI
BARDZO PRZEPRASZAM ZA TĘ JASKRAWĄ DYSKRYMINACJĘ MAJĄC NADZIEJĘ ŻE
KIEDYŚ UDA MI SIĘ POOBRAŻAĆ WSZYSTKICH PO RÓWNO
I TO JUŻ JEST
OSTATECZNY, DEFINITYWNY I NIEODWOŁALNY
*********** KONIEC ***********
|