Andrzej "Aga Bej" Firadza
Proszę czekać, będzie rozmowa
Izomu Okonu był zły. Nie, źle powiedziane, był wściekły. Bezradnie patrzył na zanurzone do połowy w rzece przęsło mostu. Trwało już w tym stanie od ponad miesiąca. Dlaczego? Tak naprawdę nikt nie wiedział - a jak wiedział, to trzymał język za zębami. "Góra" odmówiła jakichkolwiek komentarzy a okoliczni mieszkańcy półgębkiem wspominali o czymś naprawdę ogromnym. Tak, myślał Izomu, to naprawdę musiało być ogromne, coś, co z ogromną siłą wyrwało przęsło z fundamentów i wrzuciło do rzeki. Jego doświadczone oko budowlańca dostrzegało takie rzeczy. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę tradycje jego rodziny. Pradziadek postawił pierwszą stalową konstrukcję w starym, dobrym Tokio, dziadek odbudowywał je z popiołów po drugiej wojnie, a jego ojciec i on sam budowali je na nowo po drugim uderzeniu.
Tak - myślał - a teraz muszę się pieprzyć z jakimś mostem, który mógłbym oddać do użytku już trzy dni temu, gdybym miał dźwig na tyle duży, by unieść przęsło i umieścić je z powrotem na fundamencie. Wszystko było już gotowe, potrzebny był jedynie dźwig. Ale góra, cholera ich jasna mać, musiała sobie wymyślić, że dźwig dostarczy jakaś niemiecka firma budowlana, Nerw czy coś w tym stylu. Ci cholerni Gajini nawalili, a on już od trzech dni miał ochotę kogoś udusić. Kiedy dzwonił, by się dowiedzieć co z tym chromolonym dźwigiem, zawsze był spławiany przez ich sekretarkę, że już jest w drodze. Tak, na pewno. Pewnie płynie z Hamburga do Jokohamy, a dotrze tu za miesiąc. Piekło i szatani. Dosyć tego. Zadzwoni do nich jeszcze raz, ale tym razem nie da się spławić. Nawrzuca tak ich szefowi że przyniesie mu ten jebany dźwig na własnych plecach!!!
Ręka sama sięgnęła po telefon, i wykręciła znany na pamięć numer. Ale tym razem zamiast znajomej sekretarki odezwał się inny głos.
- Halo, tu centrala
No jasne, jeszcze tego brakowało. Pewnie znowu im automatyka siadła i łączą ręcznie, szlag.
- Proszę mnie połączyć z 2448 - 733 - 73. Firma budowlana Nerw. Co, nie macie w ewidencji!?! No to szukajcie po nazwie. Tak Nerw. N jak Natalia, E ja Ewelina, R jak Radek... Co? Już pani ma? To na co pani czeka? Proszę mnie natychmiast połączyć...
I znowu wpatrywał się w słuchawkę z której sączyła się jakąś debilna melodyjka - jak on tego nie cierpiał!
- Halo, tu Nerv, kwatera główna, pan w jakiej sprawie.
- Jak to w jakiej sprawie? Wy już dobrze wiecie, w jakiej sprawie, dawaj mi szefa tego całego bajzlu w te pędy!
- Yyyy chwileczkę.... pani Misato! To chyba do pani.
W słuchawce odezwał się inny głos.
- Cholera, teraz? W samym środku manewrów? Spław go...
Izomu myślał dotąd ze jest wściekły, ale dopiero w tej jednej konkretnej chwili pojął, co naprawdę oznacza słowo "wściekłość"
- Co?! Wy mnie już, cholera, spławiacie od trzech dni! Co wy sobie tam, do ciężkiej cholery, wyobrażacie? Cholera, to skandal. Ja już z tym pójdę do najwyższych władz! To skandal! Do gazet z tym pójdę!
- Chwileczkę, ja jednak podam panią Misato.
Jasne, kolejny wynalazek Gajinów, baba kierownikiem, nic dziwnego, że ten kraj schodzi na psy... W końcu w słuchawce znów pojawił się żeński poirytowany głos.
- Halo, Misato przy telefonie. Kim pan jest i czego pan do diabła chce?
- Jak to, psiakrew, kim jestem? Jak macie burdel w papierach, to się tym martwcie. Ale przez wasz bałagan nie mam dźwigu, którym mógłbym podnieść ten jebany w trzy dupy most...
- Jaki most?

- Jak to, jaki? Rzeka Irosawa, całe przęsło zwalone do wody, wszystkie prace już wykonane, wystarczy tylko podnieść przęsło, ale do tego potrzebny mi jest chromolony dźwig, który wy mieliście, cholera, dostarczyć !!!
- Czy jest pan pewien, że to sprawa dla nas?
Buddo miłościwy, dodaj mi sił. Jeszcze chwila, a będę pierwszym człowiekiem, któremu uda się zamordować kogoś przez telefon...
- No a niby dla kogo do diabła! W końcu to wy jesteście cholernym Nerwem.
- No w sumie tak, ale...
- No to dostarczcie mi ten pieprzony dźwig!
- Nie mamy żadnego pieprzonego dźwigu!!!
Izomu już nawet nie umiał nazwać uczuć, jakie w nim się kłębiły.
- No to róbcie co chcecie, ale jeśli do wieczora ten most nie będzie stał na swoim miejscu, to tak się wam dobiorę do dupy, że ruski miesiąc popamiętacie !
- To znaczy, że nie musi to być dźwig?
- A niech to będzie cholerny statek kosmiczny, jeśli go macie na składzie, byle by postawił to jechane przęsło tam gdzie jego miejsce!
- Hmm, nie mam pojęcia kim pan jest i czego się tak drze, ale chyba mogę panu to załatwić.... Proszę nie odkładać słuchawki. Asuka!
W słuchawce rozległ się jeszcze jeden żeński głos
- Tak, słucham...
- Słuchaj, Asuka, w ramach manewrów doszedł nam jeszcze punkt - stawianie mostów.
- Co!? Czy tam kogoś powaliło!? Czy Ewa 02 wygląda, jak buldożer? Scheisse!
- Nie marudź, poćwiczysz koordynację, na pewno ci nie zaszkodzi.
- A co zamieniamy się w przedsiębiorstwo budowlane? Już to widzę! Evangelion spółka z o.o. szybko, tanio i fachowo, wykonujemy wszelkie usługi... Dobra, gdzie ten most?
- Niedaleko, koordynaty 21 - 09 - 76, nie zapomnij tego nagrać, chcę zobaczyć ich miny... Aha, uważaj, tam są cywile, nie rozdepcz któregoś.
- Jawohl Frau Major!
- Jest tam pan jeszcze? Niech pan zabiera stamtąd swoich ludzi. Zaraz zajmiemy się tym pana mostem.
- No, nareszcie. Tylko nie zróbcie mnie znów w konia, bo inaczej pogadamy...
- Niech pan daruje sobie tę gadkę, usiądzie wygodnie i trzyma się mocno. Asuka powinna już dotrzeć...
Faktycznie, Isomu zaważył, że ziemia zaczęła drżeć, a do baraku dotarły krzyki zaaferowanej i chyba mocno przestraszonej załogi. Szybko wyszedł by zobaczyć co się dzieje... i szczęka opadła mu do samej ziemi. Nad mostem pochylał się gigantyczny, krwisto-czerwony, 60-metrowy robot. Zupełnie, jak z jakiejś debilnej kreskówki, których oglądanie próbował bezsku-tecznie wybić córce z głowy. Dwie pary oczu robota wpatrywały się w zatopione przęsło, a z tyłu wlókł za sobą długaśny kabel. Jakby po chwili zastanowienia jego gigantyczna ręka podniosła zatopiony most jak zabawkę i ostrożnie ustawiła go na podporach. Po czym, jakby usatysfakcjonowany swoim dziełem, rozejrzał się po placu budowy. I odszedł, wprawiając w drgania całą okolicę. Dopiero po chwili dotarło do Isomu, że ciągle trzyma w ręku telefon. Mechanicznym ruchem człowieka będącego w ciężkim szoku podniósł ją do ucha.
- No, to chyba załatwia sprawę, życzę miłego zbierania szczęki... Ma pan jeszcze jakiś most do ustawienia, albo wieżowiec? Chętnie pomożemy. - mówił w słuchawce rozbawiony damski głos.
- Nie, na razie wystarczy... Naprawdę wystarczy.
I przerwał połączenie. A potem razem ze swoją ekipą wpatrywali się, jak zaczarowani, na ustawione na swoim miejscu przęsło. Wtedy na parking zajechała osiemnastokołowa ciężarówka wioząca dźwig z firmy Nerw. Nawet wiązanka kierowcy, którą puścił, kiedy zorientował się, że dźwig nie jest już potrzebny, nie była w stanie wyrwać ich z tego stanu. Dopiero długo, długo później jeden z robotników odezwał się.
- Szefie, kurwa, do kogo pan właściwie zadzwonił?
W międzyczasie, gdzieś w Tokio -2.
- Tak, panie generale, dysponujemy szerokim parkiem maszyn i dźwigów, ale, słowo honoru, żaden z nich nie nazywa się Evangelion. Naprawdę. A co mnie, do cholery, obchodzi że ma pan problem z jakimś tym, no, aniołem...
Fanfik ten dedykuję Telekomunikacji Polskiej S.A
Wrocław 1999
Rysunki do tekstu (wybór oraz montaż pierwszego) - Sturn.
Dziękujemy redakcji pisma "0-71" za udostępnienie gotowej redakcji opowiadania. W zamieszczonej tu wersji kilka wulgaryzmów przywrócono jednak według tekstu autora.
|