Taaak, to jest Niebieska Toyota. Nadzwyczaj wydajny napęd elektryczny, przyspieszenie jak w starym, dobrym Ferrari. 100 kilometrów w niecałe pięć sekund. Cudo nie maszyna. Na pewno dostanę za nią jakieś 10,000 tysięcy nowych jenów na rękę. A jak znajdę dobrego kupca to nawet 20,000. Tak, muszę go tylko ukraść. W końcu z tego żyję. Jestem złodziejem, kradnę samochody, jestem złodziejem samochodowym... Pewnie większość z was chętnie by mnie widziała w kamieniołomach, ale to mnie, nie was, stać by kupować dresy u Armaniego i garnitury Adidasa. I to was, nie mnie, obciąża 50 % podatku dochodowego nałożonego przez ONZ. Ale dość tego bajdurzenia. Czas iść do pracy. Narzędzia przygotowane. Jak zwykle z miną spokojnego, płacącego podatki obywatela podchodzę do samochodu. Jak gdyby nigdy nic wyjmuję pilota. Oczywiście to nie jest zwykły pilot. Wysyła dziesięć tysięcy impulsów do czujnika centralnego zamka. Po paru sekundach takiego bombardowania, centralny komputer w każdym samochodzie może zrobić trzy rzeczy: albo się totalnie zawiesza i auto można otworzyć wyłącznie łomem, albo się gotuje i otwiera zamki czasem uruchamiając przy okazji alarm, albo po prostu grzecznie otwiera drzwi. Ale tym razem wydarzyło się coś zupełnie innego. Drzwi były tylko zatrzaśnięte, nawet dziecko mogłoby je otworzyć. Nie wierząc własnemu fuksowi podszedłem bliżej. I co zobaczyłem? Spełniony sen każdego złodzieja. W zamku były kluczyki. Tak po prostu wystarczyło przekręcić. A ja nie musiałem bawić się w rozgryzanie tych wszystkich zabezpieczeń "nie do przejścia". Alleluja, Bóg istnieje. Ale co to? Z bramy wychodzi jakaś paniena. Całkiem wporzo paniena, chwiejnym krokiem idzie w moją stronę. W innych okolicznościach pewnie bym podskoczył do takiej, zaproponował pomoc, odprowadzenie do domu..., ale przecież do cholery byłem w pracy! I co gorsza podchodzi do samochodu. Poprawia pomięty mundur.. Oficer, prawdopodobnie w służbie ONZ. Niedobrze. Coś mruczy o zostawionych kluczykach. Próbuję się oddalić. Za późno. Paniena zauważyła że coś kombinuję.
- Tyyyy. Dooo ciebie muuwię, zostaw mój wóz.
No jasne, jest pijana w cztery dupy.
- Zostaw go do ciężkieeej chooolery.
Nie lubię bić kobiet, ale w tej sytuacji postaram się jej nie zrobić krzywdy. Trzask, Prask i ... cholera leżę na ziemi a ona trzyma zaciśniętą rękę na moim gardle!!! Kobieta mnie bije!!
- Mówiłam ci, zostaw ten wóz, nie po to zostały mi jeszcze trzyyyydzieści trzy raty doo spłacenia żebyś mi go dupku ukradł. AAAAaaaaaresztuje cię.
Dosyć tych bzdur, spadam stąd. Przecież ona jest nieźle wstawiona i... i właśnie celuje do mnie z pistoletu! Auć! Cholera, tego tylko brakowało! No dobra, jestem grzeczny, grzeczny jak jasna cholera.
- Do diabła gdzieś tu miałam kajdanki... ooooo są! No wyciągnij rączkiii, tylko grzecznie.
Kurde zaobrączkowała mnie.
- Znaaaacznie lepiej. A teraz na góręęę maaaaarsz!!!
W końcu zdecydowałem się przerwać ten monolog.
- Ale proszę pani to jakieś nieporozumienie, ten wóz to naprawdę piękna bryka chciałem go tylko obejrzeć....
- Ooooczywiście że piękna bryka. Nie po to pooooszła moja półroczna pensja żeeeby jeździć byle szmelcem.
- No widzi pani, nic dziwnego że chciałem ją obejrzeć.
- Tyyyyy mi tu nieee wstawiaj kiiitu chłopaczkuu, zostaw to policjii. Naaaaa górę marsz.
Co zrobić? Zanurzyłem się w czeluściach bloku. W windzie mojej nowej znajomej znowu się zebrało na rozmowę. Gdyby tylko nie celowała z tego pistoletu. Mimo że naprane miała nieźle w czubie, to wyglądało na to, że świetnie umie się nim posługiwać.
- Kurwa, coooo za parszywy dzień!!! Najpieeerw ta suka Ritsuko z tym swooooim cholernym uśmieszkieem oznajmia mi, że za tyyydzień maam odebrać teeego całeeeego, jak mu taam było S..., Shiii..., Shjjjiijjjii... o mam, Shinjego, teraz tyyyy próbujesz mi gwizdnąć saaamochód... Cholera, czy jaaa wyglądam naa opiekunkę dooo dziecii No powieedz, dooo jasnej anielkiii, czy ja wyglądam naa opiekunkęę do dzieci?
Cholera w innych okolicznościach chętnie bym się oddał pod opiekę. Ech, mieć taka nianię. Ale z tym pistoletem faktycznie nie byłaby najlepszą opiekunką...
- Ależ nie, proszę pani, skądże znowu, na pewno pani i dzieci zupełnie do siebie nie pasują.
- Cooooo!!! Chcesz miiii wmówić że nie potrafięęę się zająć jakimś obfajdanym sssmarkaczemm!!!
- Ależ nie zupełnie nie to miałem na myśli... (glup)
- Dobraaa, dobraaa ja już tam wieeem coo ty miałeeśś na mysliii. Wyyyyyysssiaaaaadamyyyy!!!
Wysiedliśmy. Myślałem, że jak będzie otwierać drzwi, to mam szansę zwiać. Akurat, przykuła mnie do stalowej rury, i to było tyle jeśli chodzi o moje szanse ucieczki. Potem odkuła mnie od rury i wprowadziła do mieszkania.
Do mieszkania ??? Większość melin jakie znałem wyglądała lepiej. Ostatni raz widziałem taki bajzel, kiedy opijałem z kumplem jego wyjście z mamra. Cały dom zastawiony pustymi lub pół pustymi butelkami, pogiętymi puszkami od piwa, tonami wszelakich wyrobów które według producentów podobno nadają się do jedzenia... i to ma być mieszkanie oficera w służbie ludzkości... , gdybym był uczciwym obywatelem mógłbym się zapytać, czy to właśnie na to idą moje podatki, ale że nie byłem uczciwym obywatelem pozostawało mi stulić uszy i wejść w to miejsce, które zapewne niewiele różniło się od Tokio po drugim uderzeniu...
- No dodooobra tu cięę przykujemyy i grzeczniee poczekamy na policjęę..... albo niee, sama cię przesłucham!!
- Ale chwila zaraz tu? Teraz? Bez adwokata? To wbrew zasadom... to nie fair? Mogę zgodnie z prawem udowodnić, że jestem niewinny..
- A ja jestem kurewn... królewną śnieżkąąą, a tym peeewnie uruchamiałeś drzwi od gaarażu coo?
Tu zadyndała mi przed nosem moim pilotem do otwierania nie moich samochodów.
- Ale mimo wszystko nie ma pani prawa, proszę zawiadomić policję, tam wszystko odbędzie się zgodnie z prawem.
I jeśli będę miał dobrego adwokata wyjdę po 48 godzinach... he, he...
- Mam prrraawo, żebyś chooolrera wiedział żee mam, paragraf 48 traktttatu między ONZ a Jaaaponią z 2002.... cholera jak to brrrzmiało.... w prrzypadku zaagrożeniaaa życiaa. zdrowiaa życiaa i mieenia, eksteretoriaalnego personeluuu ONZ. ONZ maa praawoo podjąćć wszelkie czynnnośćiii śledcze oraz ma prawo do samoobrony w ceeluu zapobieeeżenia wyżżej opissananym wyppadkomm... oo kiedyśś tychhh wszystkich pieerdół muusiałam się uuczyc na paaamięć... i pproszę przydało sięę...
Cholera miała sporo racji, jak każdy myślący przestępca miałem kodeks karny w małym palcu, faktycznie istniał taki paragraf, a w miarę potrzeby Narody Zjednoczone wymachiwały nim na prawo i lewo żeby utrwalić swoje interesy i wpływy. Ba, raz bezkarnie zastrzelili fotoreportera, który chciał sfotografować instalacje... cholera, jak to się nazywało... NERV, czy coś w tym stylu... zastrzelili go i uszło im to bezkarnie właśnie na mocy tego paragrafu... W normalnych okolicznościach dobry prawnik by mnie z tego wyciągnął... tylko, że okoliczności były dalekie od normalnych. Jak mawiał stary Mao Tse Tung "wszelka władza pochodzi z lufy pistoletu". Mądry facet
tylko że niestety pistolet należał do mojej pijanej pięknej nieznajomej...
- Do dobraaa to kim uuu licha właściwie jesteś...?
- Niech się pani odczepi, dzwoni po gliny albo idzie do diabła... , nie mam pani nic do powiedzenia... a zresztą pieprzę; mogę to powiedzieć. Iro Matrewski, pochodzę z mieszanego małżeństwa; mój ojciec był Polakiem, matka Chinką.... żyło nam się dosyć dobrze... kiedy miałem dziesięć lat polecieliśmy na wycieczkę do Tokio.... i właśnie wtedy wszystko szlag trafił... drugie uderzenie... rodzice zginęli, a ja wylądowałem w jakimś zawszonym sierocińcu... chciałem wrócić do Polski, co w tamtych warunkach było to oczywiście niemożliwe... jako gaiidzinowi, który nie umiał sklecić dwóch słów po japońsku dobrze mi się dostawało w skórę... jedyną reakcją wychowawcy było: "musisz nauczyć sobie radzić", no i się nauczyłem...
- Uuuważaaj bo sięęę jeszczę wzruszęę... i myyyślisz że to cięę uusprawieedliwia, że tak poo proostu możeszz kraśść, przeecież pracyy nie braakuje..
- Taaa jasne... zasuwaj te osiem godzin dziennie za grosze i wszystko będzie cacy... chrzanię taki układ... wy, ważne persony, widzicie świat ze szczytów swych wieżowców i wszystko jest dla was proste. Ciekawe, gdzie byliście ze swoimi zasadami, kiedy autentycznie szukałem jakiejś uczciwej pracy a znalazłem... nieważne, nie da się cofnąć czasu... a teraz siedzę tu i się zastanawiam, czy pociągnie pani za ten spust czy nie.
- Nooo jeśli nieee będziesz uciekał, too chybaa cięę nie zastrzelę... choć poowinnam!!! Tyyy paaalancie, chciałeeeś mi ukraśść mój śliiczny samochód!! Czekaj no gggdzie ten chroomolony teelefoon, niiigdy go niee ma pod ręęką kiedyy jest potrzebny. Jest! ...tylko co on roobii w zlewozmyywaku?... Haalo! Tu poorucznik Missato, meelduuję że złaaaapałam przestępcęę.... taak zgadza sięę uurżnęłam sięę i to nieeźlie... ale przeestępce złaapałam... jaak to to nie waasza sprawaa?! W taakim raziee rozkazuuję, taak rozkazuuję, przecież jestem w koońcu twoją cholerrną przełożonąą... Jak too co maciee z nimm zrobić? To złodziej... kieedyśś sięę takichh wieeszałoo... każciee goo łamaać kołeem alboo dajciee krrokodyylom na pożarciee... Jak too za coo?.. CHCIAŁ UKRAŚĆĆ MI SAMOOOCHÓD!!!!!!! TO CHYBA WYSTARCZAJĄCY POWÓD!!!!!... No dooobra, wystarczyy że goo zabierzecie. Wsadźcie goo do jaaakiejśś przyjemnejj celii i zaczekajcie aaż wytrzeźwiejęę... Z czegoo sięę głąąbie rechoczesz?.. Pieprzony harcerzyk, niee pije niee paliii... Co ty właściwiee massz od żżyciaa... nie ważżne, przyjeżdżajcie tu, byylee szyybko...
Faktycznie przyjechali błyskawicznie, trzy samochody wypakowane po brzegi "smutnymi panami". Wpakowali mnie jak worek od kartofli do czarnej furgonetki z zaciemnionymi szybami. Potem, dość brutalnie tarmosząc, wrzucili mnie do celi której jedyna ozdobą było fosforyzujące na krwisto-czerwono logo... NERV!! Ci sami ludzie od tej afery z reporterem... Jezu! Kogo ja właściwie próbowałem obrobić? Kim właściwie ta paniena jest ??? Co za parszywy los... gdym zamiast próbować ja obrobić, spotkał na jakiejś dyskotece albo balandze... kto wie... a tak pewnie siedzę w gównie po szyję i jeszcze troszeczkę... Na takich mniej więcej przemyśleniach upłynął mi baaaardzo dłuuuugi czas. Dobrze, że dali mi coś do jedzenia. Długo, długo później weszła ona. Jeśli poprzednim razem była piękna.. no cóż, tym razem była po prostu oszałamiająca, ani śladu niedawnego nieporządku i pijaństwa. Burza czarnych włosów... zamiast być rozbiegana, każdy w swoją stronę, harmonijnie wypływała spod wojskowego beretu. Twarz pociągła, błyszczący wzrok, mundur na niej leżał jak kreacja najsławniejszego projektanta mody, nic tylko pstryknąć fotkę i umieścić na plakacie z podpisem "Zaciągnij się! Czekamy na ciebie". No i do tego te nogi... Cholera stary, weź się w garść! Przecież ona za chwilę pewnie ci karze urwać jaja, a tobie się zebrało... Lepiej pomyśl jak ratować skórę... ech te nogi...
- EEE dzień dobry, jak samopoczucie, mam nadzieję że kac już minął... - Brawo idioto!! Właśnie wydałeś na siebie wyrok śmierci. Długiej i bolesnej... Ale co tam! Te oczy...
- Dla kogo dobry dla tego dobry, myślę że akurat ciebie to powiedzenie nie dotyczy...
Czyż ona nie jest piękna gdy się złości ?
- ... ale jest jeszcze dla ciebie szansa...
Boże, królestwo za kiosk z kwiatami!
- ...dałam do przebadania ten twój gadżet do otwierania samochodów...
O tak! Ukradnę dla ciebie najpiękniejszy samochód na świecie... Ferrari, BMW, Mercedesa, co tylko zechcesz.
- ... a chłopcy z bezpieczeństwa zbadali twoje mieszkanie, i znaleźli więcej gadżetów i warsztat do ich wyrobu...
Zrobię co tylko zechcesz...
- ... czy ty to wszystko sam skonstruowałeś?
- Hę? Co? Jak? Kiedy ślub?... A to? Tak, to moja konstrukcja... miałem kilka pomysłów jak oszukać te wszystkie alarmy "nie do obejścia"... mnie naprawdę jest przykro, gdybym tylko wiedział że to pani samochód.. ehhh.... . AUĆ za co???
- Ritsuko ty z nim pogadaj, ja nie mam do tego bałwana cierpliwości...
Co już wychodzi, tak szybko... Zostań proszę!.. wyszła... szkoda... tyle jej chciałem powiedzieć... Wchodzi inna, laboratoryjny fartuch, na twarzy tajemniczy uśmieszek, figura niczego sobie... ale daleko jej do tamtej... ech.
- No proszę oto człowiek który próbował ukraść Misato samochód, aż dziw bierze, że jesteś w takim dobrym stanie... Przyjrzałam się tym twoim zabawkom, muszę przyznać że ich konstrukcja jest nader interesująca... Ty masz cholerny talent...
- Jak to?..
- Rozwiązania, które zastosowałeś, są nadzwyczaj skomplikowane, biorąc pod uwagę jak niewielki miałeś warsztat i zaplecze... Muszę przyznać że ten nadajnik, do ogłupiania centralnego zamka w samochodzie, wręcz mnie zdumiał, a mogę cię zapewnić, że nie takie rzeczy widziałam. Myślę, że mogę znaleźć dla ciebie pracę, dobrze płatną, uczciwą pracę. Oczywiście będziesz musiał podpisać deklaracje lojalności i podporządkować się naszym rygorom i przepisom bezpieczeństwa, oraz będzie cię obowiązywała bezwzględna tajemnica, ale chyba w twojej sytuacji to nie jest takie złe wyjście.
- No chyba...
- No to wyjdźmy stąd, omówimy warunki twojej nowej pracy... A swoją droga miałeś cholerne szczęście, że wtedy, kiedy próbowałeś zwinąć jej auto, była urżnięta...
- Jak to... nie rozumiem...
- Bo gdyby była trzeźwa, to pewnie zastrzeliłaby cię na miejscu...
Wrocław 2000
Autor: Andrzej "Aga Bej" Firadza