Światło zgasło. Nastała cisza. Nikt nic nie mówi, nie ma niczego, nikogo. Pozostała jedynie pustka. Samotność, wyciszenie. Tylko ja i moje myśli... Odwieczna walka pomiędzy rozumem a sercem. Poszukiwanie sensu wszystkiego. Oczekiwanie na zakończenie sporu. Nagle pojawia się pomysł. Jest idealny; podoba mi się. Badam go z każdej strony. Szykuję się do wstania, do działania. Podnoszę się leniwie z miejsca i zapalam światło -- ze zmroku wyłania się brutalna rzeczywistość. Pomysł blednie; zaczyna tracić barwy i ten sens, którego tak długo szukałam. Walka rozpoczyna się od nowa. Gaszę światło. Chcę zrobić krok -- nie udaje mi się. Potykam się o porzucony pomysł. Zdecydowanym ruchem kopię go w kąt. Poobijany leży wśród wielu podobnych w ciemnym zapomnianym zakątku mojego świata. Poobijana i zła siadam z powrotem na swoje miejsce. Zaczynam myśleć. Staram się ulepszyć odrzucony pomysł. Pustka. Nic nie przychodzi mi do głowy. Moje myśli odlatują daleko. Lecą ku słońcu, mijają szczęśliwych, zakochanych ludzi. Ja też jestem szczęśliwa. Czuję ciepło, słyszę ich szepty i widzę uśmiechy. Ja też nie jestem sama... koniec. Ktoś mi przerwał. Wróciłam do rzeczywistości. Jest zimno. Boli mnie stłuczone kolano. Ktoś zapala światło. Jego blask oślepia mnie. W tym samym czasie wiatr otwiera okno. Zrobił się przeciąg. Omijając porzucone pomysły leżące na podłodze idę do okna, aby je zamknąć. Nieproszony gość, widząc moją niezadowoloną minę, szybko znika. Znowu sama, opuszczona. A jednak coś się zmieniło. Wiatr porozrzucał po całym pokoju wszystkie pomysły. Nawet te bardzo stare, zakurzone i zapomniane. Pokój był wypełniony nigdy nie spełnionymi marzeniami i niewykorzystanymi pomysłami. Rzeczywistość nagle stała się kolorowa, pełna nadziei. Wystarczyło wyciągnąć rękę, aby sięgnąć po coś zupełnie nowego. Aby odkryć nowy, inny świat; świat marzeń i wyobraźni. To wszystko było w zasięgu ręki. Trzeba było tylko coś sobie wybrać i wcielić w życie któryś z pomysłów. Stałam pośrodku: schyliłam się i podniosłam mały pomysł leżący u mych stóp. Był wystraszony; skulił się i chciał zniknąć. Wzięłam go do ręki i dałam ponieść się chwili. Dłoń z pomysłem przyłożyłam do serca. Teraz wiedziałam, co mam zrobić. Zebrałam resztę pomysłów. Wszystkie znalazły miejsce w moim sercu. Chciałam każdemu z nich poświęcić jakiś fragment swojego życia. Wojna w mojej głowie się zakończyła. Zaczęłam dostrzegać piękno świata. Wyszłam z depresji. Porzuciłam to wszystko, co miałam do tej pory i poszłam prosto przed siebie ku swoim marzeniom. Bo właśnie tej zimnej, szarej nocy odkryłam kolory życia i chciałam pokolorować nimi swoje. To dopiero początek mojej podróży zwanej życiem...
"Człowiek nie może żyć nie wiedząc po co żyje."
Grudziński
Niebieska
(Katarzyna Żelisko)
18-02-2001, 23:26
"Granica wytrzymałości"