Radek Rzępołuch
Krasnalizacja
W kraju krasnali żył sobie pewien krasnal. Całe życie oglądał tylko inne krasnale, z czego zawsze był zadowolony i uśmiech nigdy nie schodził z jego twarzy. Zresztą w kraju krasnali wszyscy uśmiechali się bezustannie.
Lecz pewnego razu ów krasnal usłyszał o górze. Podobno góra była wspaniała, dlatego postanowił ją odnaleźć. Przydałoby mi się coś tak wspaniałego, pomyślał. Wyruszył w drogę, pytając napotkane krasnale. Wreszcie któryś powiedział mu:
- Góra? Owszem, wiem gdzie jest. Za tamtym krzakiem.
Krasnal ucieszył się. Zajrzał za wskazany krzak. Rzeczywiście, coś tam było. Nigdy czegoś podobnego nie widział, ale nigdy też nie widział góry, więc nie mógł zaprzeczyć, że to właśnie ona.
Ale po chwili zaczął się zastanawiać.
- Ta góra się nie uśmiecha!
- Czy można istnieć bez uśmiechu? - rozmyślał. - Sam nigdy tego nie próbowałem...
- Nie mogę ryzykować - stwierdził. - Przecież naprawdę potrzebuję góry.
Chwycił swój kilof (zawsze miał przy sobie swoje narzędzie pracy) i zaczął kuć zawzięcie. Krasnale odznaczają się wielką pracowitością, dlatego już wkrótce wykuł w ścianie góry promienny uśmiech.
Ale krasnal nie był usatysfakcjonowany.
- Ta góra nie ma czerwonej czapeczki! Czy można istnieć bez czerwonej czapeczki? Sam nigdy tego nie próbowałem. Nie mogę ryzykować. Przecież naprawdę potrzebuję góry.
Wyjął z torby zapasową czapeczkę (zawsze miał ją przy sobie), wspiął się na szczyt i nałożył ją na niego.
Gdy zszedł, przyjrzał się swojemu dziełu z zadowoleniem. Ale nie wszystko było jeszcze w porządku.
- Ta góra jest za wielka! - zauważył. - Czy można istnieć, będąc tak wielkim? Sam nigdy tego nie próbowałem. Nie mogę ryzykować. Przecież naprawdę potrzebuję góry.
Powiedziawszy to, wymówił zaklęcie (krasnale znają się na magii) i w jednej chwili, zanim zdążyłbyś powiedzieć "oranyjulek", góra zmniejszyła się. Miała teraz równo dziesięć centymetrów wysokości. Czyli właśnie tyle, co każdy krasnal.
- I tak być powinno - krasnal uśmiechnął się, a że i tak cały czas się uśmiechał, nic nie dało się zauważyć.
- Co to za krasnala prowadzisz? - zapytał puchacz, siedzący na gałęzi sosny.
- To góra - wyjaśnił krasnal.
- To ma być góra?! Taka mała? W czerwonej czapeczce? Z głupkowatym uśmiechem?
- Oczywiście, że właśnie góra - krasnal zirytował się z uśmiechem. - A ty sam wyglądasz jakoś tak dziwnie, przyjacielu. Czy można istnieć ze skrzydłami? Sam nigdy...
Lecz puchacz nie czekał już dłużej, zerwał się do lotu i zwiał jak tylko mógł najszybciej gdzie pieprz rośnie.
Krasnal ustawił górę pod ścianą w swoim domu w pięknym borowiku. Życie z górą, jak uznał po pewnym czasie, wcale nie było takie wspaniałe, jak opowiadano, ale poza tym nie miał żadnych zastrzeżeń. Wszystko było dokładnie tak, jak się należy, a to przecież najważniejsze...
Jakże wielu ludzi uważa, iż nie są zdolni pomieścić w sobie całego ogromu, potęgi i światła Boga, dlatego dopasowują Boga do siebie, że staje się mały, słaby i szary. Taki odmieniony Bóg pozwala chełpić się wiarą, zasłaniać nią wszystkie swoje podłości, nienawidzić tych, którzy są inni.
Pozwala nie widzieć w sobie samym żadnego światła, potęgi ani ogromu.
*